Półka w markecie. Znajdujesz paczkę kawy z zielono-niebieskim logo podpisanym FAIRTRADE. Kosztuje parę złotych więcej, lecz z ciepłym, promieniującym odczuciem w klatce piersiowej wkładasz ją do koszyka. Przecież ta różnica powędruje do farmera! To niemal jak przelew bankowy na plantację. Paragon potwierdza ten charytatywny czyn. Dobry uczynek na dziś wykonany. Piękny świat. Jest tylko jedno ale – to wcale tak nie działa.
Semantyka
Na początku wyjaśnijmy kluczową kwestię nazewnictwa. Fair Trade to nazwa idei, podejścia, ruchu, który postuluje potrzebę uczciwego, przejrzystego handlu, głównie w odniesieniu do krajów Trzeciego Świata. Natomiast hasło Fairtrade dotyczy konkretnego powiązania z FLO (Fairtrade Labelling Organizations International), organizacją non-profit podzieloną na mniejsze, osobne organizacje, działające w kilkudziesięciu krajach świata. Wszystkie promują popularne, zastrzeżone logo – International FAIRTRADE Certification Mark. W tym artykule mówimy o systemie działania tej właśnie organizacji.

Jak to działa?
Certyfikacja Fairtrade jest możliwa tylko dla wybranych, spełniających szczegółowe wymogi narzucone przez FLO, demokratycznie zarządzanych kooperatyw, których członkowie są zobowiązani do płacenia rocznych składek. Wśród wymogów widnieją między innymi standardy odnośnie używania pestycydów i sztucznych nawozów. Standardy, które narzucają ich stosowanie.
Wbrew powszechnie panującym przekonaniu wielu osób, kawa Fairtrade nie jest zazwyczaj kawą organiczną!

Producenci mają zagwarantowaną cenę minimalną za funt (około 0.45 kilograma) zielonego ziarna arabiki, która wynosi 1,40 USD i była w założeniu wyższa od ceny rynkowej. Jeżeli cena rynkowa wzrasta powyżej tej wartości (od kilku lat jest to powyżej 2$ dla tego segmentu kaw), do ceny każdego funta dodawane jest 20 centów, które zwracane są nie farmerowi, który kawę wyprodukował, a kooperatywie, której jest członkiem. Ostatecznie to zarząd kooperatywy decyduje na co przeznaczony będzie ten Fairtrade’owy bonus. Ale o tym później.
Poniżej jedne z najbardziej kluczowych wad systemu, który stawiany jest przez wielu na piedestale światowego altruizmu, wśród ochów i achów bojowników o wolność Trzeciego Świata, chodzących nieraz w spodniach szytych w Bangladeszu.
Fairtrade faworyzuje ziarna gorszej jakości
Załóżmy taką sytuację – farmer ma dwa worki kawy oraz kupca przez kanał Fairtrade, lecz tylko na jeden worek. Farmer wie, że worek nr 1 jest wystarczająco dobrej jakości, by sprzedać go za 1,70$ za funt na otwartym rynku. Jakość ziaren w worku nr 2 pozostawia z kolei wiele do życzenia – jego rynkowa wartość wyniesie najwyżej 1.20$ za funt. Jeżeli sprzeda worek nr 1 przez kanał Fairtrade, a nr 2 na otwartym rynku, zarobi 2.60$ za funt. Jeżeli postąpi na odwrót, jego zysk wyniesie 3.10$. Różnica 50 centów na funcie staje się bardzo obrazowa, kiedy zaczniemy operować workami. Zakładając, iż jeden worek to 60 kilogramów zielonego ziarna, farmer zarobi 686$ w przypadku pierwszym i 818$ w przypadku drugim. Różnica 132 dolarów TYLKO przy dwóch workach kawy. Przy założeniu, iż zapotrzebowanie na kawę Fairtrade jest stałe lub rosnące, farmer wie, że w przyszłości kawę gorszej jakości będzie sprzedawał niezmiennie za 1.40$. By jeszcze zwiększyć swój przychód, zdecyduje zainwestować środki we wszystkie „worki nr 1”, by następne plony cechowała jeszcze wyższa jakość, a tym samym – wartość. Ale jest tu jeszcze druga strzałka, zwrócona grotem o 180 stopni. W tym przypadku kawa sprzedawana za pośrednictwem Fairtrade będzie konsekwentnie na jakości tracić. Z plonu, na plon. Przecież i tak pójdzie za minimalną cenę!
Faitrade nie pomaga farmerom z najbiedniejszych krajów
Najbiedniejsze kraje, których gospodarka w znaczący sposób opiera się na uprawie kawy to Etiopia, Kenia oraz Tanzania. Okazuje się, iż eksport kawy oparty o kanał Fairtrade z tych krajów to mniej niż 10% całego światowego eksportu surowca certyfikowanego przez FLO. Kilkukrotnie większy eksport Fairtrade notowany jest w krajach, takich jak Meksyk, Kolumbia i Brazylia. Okazuje się zatem, że największy ruch w ramach organizacji odbywa się nie w najbiedniejszych krajach, a tych średnio biednych w kontekście warunków życia producentów.

Warto przypomnieć, że certyfikację FLO mogą otrzymać tylko kooperatywy zrzeszające właścicieli ziem. Najbiedniejsza część społeczności farmerów to ludzie, którzy nie posiadają wystarczających zasobów by móc zostać właścicielami choćby małego kawałka działki. A to równa się braku szansy na dołączenie do kooperatywy. A tym samym do Fairtrade.
Brak przejrzystości
Fairtrade zapewnia, iż każdy bonus w postaci ustawowych 20 centów za funt ziarna przyczynia się do socjalnych oraz ekonomicznych inwestycji wśród społeczności producentów. Bardzo ogólna deklaracja, która staje kością w gardle obrońcom transparentności systemu. Parę razy słyszałem w rozmowie z entuzjastami Fairtrade argumenty typu: – Te pieniądze idą na szkoły!, – Te pieniądze idą przecież do kieszeni farmerów!.
Tak? Regulacje FLO wymagają szczegółowej ewidencji. W teorii po to, by każdy członek kooperatywy mógł mieć wgląd do wszelkich danych na temat współpracy z organizacją czy historii wydatków ze środków pozyskanych w ramach Fairtrade.
Problem tkwi w tym, iż historia często prowadzona jest przy użyciu skomplikowanego, biurokratycznego języka. Często tylko po angielsku.
Wymagają ewidencjonowania wszystkiego, szczegółowych zapisów. A wielu producentów ledwo jest w stanie napisać swoje imię – mówi Jesus Gonzales, farmer z uczestniczącej w projekcie Fairtrade kooperatywy Tajumuco w Gwatemali.
Tymczasem, jak twierdzi Colleen Haight w swoim artykule dla Stanford Social Innovation Review, wiele ewidencji wykazuje, iż znaczna większość środków pozyskanych dzięki programowi była przeznaczana nie na szkoły, ani w żadnym razie na rzecz farmerów czy ich rodzin. Najczęściej, by remontować infrastrukturę czy zapewniać podwyżki biurowym pracownikom kooperatyw.
Te bonusowe pieniądze? Widziałeś już nasz nowy lab, wygląda bardzo profesjonalnie, prawda? – pyta menedżer największej, korzystającej z dobrodziejstw Fairtrade kooperatywy w Gwatemali, Fedecocagua’y.
Być może hasła głoszące wspieranie edukacji dzieci farmerów trzeba włożyć między bajki. A te, które mówią o transferze pieniędzy bezpośrednio do kieszeni producentów – z całą pewnością. Nie ignoruję bynajmniej potencjalnie pozytywnego wpływu na rozwój produkcji dzięki nowemu laboratorium. Chodzi natomiast o tę rozbieżność między faktycznym umieszczaniem środków, a przekonaniem zachodnich klientów na temat tego, w jaki sposób są one wykorzystywane.
Fairtrade, a Direct Trade
Eksperyment przeprowadzony przez studentów pod opieką profesora ekonomii Bruce’a Wydicka, opisany przez niego w książce The Taste of Many Mountains, wykazał, że stosunkowo sporo klientów kawiarni byłoby w stanie zapłacić dodatkowe 50 centów za filiżankę kawy pochodzącej z kanału Fairtrade. Następnie dokonano oszacowań (przy założeniu najbardziej optymistycznego scenariusza, gdzie światowe ceny rynkowe kształtują się możliwie jak najniżej), które mówią, że maksymalna ilość dodatkowego zysku dla producenta za tę filiżankę wyniosłaby… jedną trzecią centa.

Tymczasem ostatnio miałem do czynienia z kawą wypaloną przez Coffee Collective z Kopenhagi. Boliwia Buena Vista to kawa, która jak wszystkie inne w ofercie tej palarni, jest nabywana systemem Direct Trade. Palarnia – producent, bez pośredników. Najczęściej oznacza to wieloletnią relację oraz inwestycje w plantację. Jak mówi etykieta, Duńczycy płacą rodzinie Rodrigues cenę o 146% większą, niż rynkowa.
Post Scriptum
Nie twierdzę, że system Fairtrade koordynowany prez FLO nigdy nie zrobił niczego dobrego dla producentów kawy. Śmiem natomiast sądzić, iż wiele niejasności, nieefektywne przepisy, błędna w wielu miejscach konstrukcja oraz przede wszystkim brak rzetelnej wiedzy na jego temat wśród wielu osób, które chętnie zapłaciłyby więcej w celu niesienia pomocy, są jego wielkimi wadami.
W swojej ankieciei, wspomniany wyżej Bruce Wydick, spytał szesnastu ekonomistów specjalizujących się w temacie rozwoju gospodarki o ocenę efektywności dziesięciu najbardziej powszechnych programów pomocy krajom Trzeciego Świata. Kawa Fairtrade została przez nich umieszczona na przedostatnim miejscu. Za nią uplasował się tylko pomysł fundowania laptopów szkołom w najbiedniejszych krajach.
Na pierwszym miejscu? Zapewnianie świeżej i czystej wody rolniczym wioskom. Kampanie wprowadzające programy odrobaczania dzieci oraz montowanie moskitier chroniących rozprzestrzenianiu się malarii – kolejno na drugim i trzecim.
To tylko kilka z najistotniejszych wad mechanizmu sygnowanego przez FLO. W internecie znajdziemy sporo informacji na temat tego, w jaki sposób działa system Fairtrade. Wystarczy poszukać. Artykuły, publikacje naukowe, tabele z danymi powiedzą nam, że utopijny system marzeń, to w dalszym ciągu… utopijny system marzeń. Z wadami, absurdami, niejasnościami i rozbudowaną biurokracją. Bądźmy bardziej świadomi, zanim podczas wizyty w kawiarni powiemy „Aaa, to przepraszam, jeśli to nie fair-trade, to ja dziękuję bardzo.”
Rynek kaw specialty i ciągły rozwój podejścia Direct Trade od paru dobrych lat udowadniają, że można kwestię sprawiedliwego handlu interpretować inaczej, niż w jedyny słuszny sposób, zaprojektowany przez FLO. Na pewno nie bez wad czy przeszkód. Lecz z pewnością bardziej przejrzysty i konkretny.
Źródła:
https://www.fairtrade.net/fileadmin/user_upload/content/2009/resources/2012_Fairtrade_and_coffee_Briefing.pdf
Cytat Gonzalesa z filmu Un Mundo de Certification wyprodukowanego przez SCAA w 2005 roku
https://ssir.org/articles/entry/the_problem_with_fair_trade_coffee
https://www.christianitytoday.com/ct/2012/february/popular-strategies-helping-the-poor.html?paging=off








