Na zewnątrz robi się coraz zimniej, dlatego szukamy sposobów na rozgrzanie. Ja w pierwszej kolejności kieruję się do swojej półki z herbatami. Ze wszystkich kolorów najlepiej rozgrzewa czarna, dlatego zawężam swoje poszukiwania do którejś z nich. A jeżeli naprawdę zmarzłam? Kto powiedział, że nie mogę napić się herbaty z dodatkami!
Wiele lat temu, w Indiach powstała słynna masala chai (masala – przyprawy, chai- herbata). Jest to napar z czarnej herbaty, z dodatkiem przypraw, mleka i miodu. W Europie jest coraz bardziej popularna, głównie jako herbata z przyprawami. Mało kto przygotowuje ją jednak w tradycyjny sposób.
W większości sklepów i kawiarni możemy dostać mieszankę przypraw i owoców z suszem herbaty. Nawet najtańsze dostępne herbaty w saszetkach mają warianty takie, jak na przykład: susz + cynamon + gruszki, albo skórka pomarańczy + imbir + susz. Opcji jest wiele. Wszystkie one to tak naprawdę pochodne masali.
Czym jest masala i jak ją przygotować?
Na przygotowanie masali jest kilka sposobów. Najszybciej jest kupić gotową mieszankę, zaparzyć jak zwykłą herbatę i dolać do tego mleka. Zwykle dodaje się też miodu, bo napar ma dość ostry smak. Tradycyjny i moim zdaniem najlepszy sposób przygotowania masali wymaga nieco więcej czasu.
Składniki:
– jedna miarka wody
– jedna miarka mleka (miarka wynosi tyle, ile połowa planowanej ilość naparu. Proporcja wody i mleka to 1:1, więc jeżeli chcemy uzyskać 500ml to dajemy 250ml wody i 250ml mleka)
– przyprawy, wedle uznania
– miód
– liście czarnej herbaty – najlepiej indyjskiej – w proporcji 1g na 100ml naparu (tutaj chodzi o łączną ilość wody i mleka, nie tylko wody. Na łyżeczce do herbaty mieszczą się zwykle 2,5 – 3g).
Najpierw do garnuszka wlewamy wodę i wsypujemy przyprawy. Można dodać zmielone, będzie szybciej, ale najpełniejszy smak uzyskamy jeżeli będą całe. Tak więc: laska cynamonu (może być połamana), świeży imbir (pokrojony lub starty), ziarenka pieprzu itd. Czekamy, aż woda się zagotuje i dodajemy liście czarnej herbaty. Czekamy kilka minut i powoli dolewamy mleko. Gotujemy jeszcze jakiś czas na małym ogniu, co jakiś czas mieszając. Niektórzy mówią, że najlepiej przygotowywać napar 30 minut, innym wystarczy 5minut. Warto poeksperymentować i zobaczyć jaki nam najbardziej smakuje.
Na koniec przelewamy herbatę do dzbanuszka przez sitko. Od naszego gustu zależy czy dodamy miodu, czy nie.
UWAGA: jest to herbata zawierająca bardzo dużą ilość teiny (pochodna kofeiny). Jeżeli na kogoś herbata działa pobudzająco, wypicie jej wieczorem może nie pozwolić zasnąć!
Uwielbiam tak przygotowaną herbatę, ale niestety nie zawsze mam na nią czas. Dlatego najczęściej decyduję się na gotowe mieszanki. W tej chwili w domu mam dwie. Bolly Good z Teapigs i Rooibos Chai z Johan & Nyström. Obydwie mają oszałamiający aromat, który w sekundę przenosi nas do Indii. Rooibos Chai ma jedną ogromną zaletę, dzięki której bardzo często się na nią decyduję. Jest w niej susz rooibosa, a nie czarnej herbaty, tak więc nie zawiera kofeiny i można ją spokojnie wypić wracając z wieczornego spaceru z psem, nie martwiąc się problemami z zaśnięciem. Natomiast Bolly Good jest świetna na rozpoczęcie dnia, kiedy zaraz po obudzeniu świat poza kołdrą wydaje się zimny i odpychający. Wystarczy jeden łyk takiej herbaty – od razu mamy więcej energii i robi się cieplutko.
Na koniec jeszcze raz zachęcam do eksperymentowania. Sami wybierajmy przyprawy, ich ilość, dorzucajmy owoców – świeżych, suszonych – bawmy się tym! Do gotowej mieszanki również można dorzucić coś od siebie. Nie ma nic lepszego niż napić się herbaty, którą skomponowaliśmy sami, bawiąc się przy tym! Cieszmy się każdym łykiem.:)








