O kocie, który jeździł kurierem…
Kiedy ponad trzy lata temu zaczynałam swoją przygodę z Coffeedesk nikt, nawet ja, nie przypuszczał, że moje ulubione zwierzę stanie się swoistą maskotką marki. Co poniektórzy pukali się nawet w czoło, gdy na jakiekolwiek polecenie odpowiadałam – poczekaj, teraz maluję kota. Wszak kto by się przejmował tak błahą rzeczą jak jakiś śmieszny malunek na paczce….
