Każdy, kto mnie choć odrobinę zna, wie, jak bardzo lubię próbować nowych smaków, delektować się różnorodnymi kolorami i aromatami herbat. Dlatego nigdy nie przepuszczam okazji, by skosztować czegoś nowego i z radością odpakowałam przesyłkę z herbatami Red Seal Tea.
Do tej pory próbowałam czterech herbat z Red Seal Tea. Są to Da Hong Pao, Tie Guan Yin, Milk Oolong i Imperial Pu-Erh. Osobom, które na co dzień nie mają do czynienia z herbatą, nazwy te mogą wydawać się straszne, ale zapewniam, że zwiastują wspaniałe doznania. Wszystkie herbaty są zapakowane do ładnych pudełeczek mieszczących 50g, a do tego już porcjowane. Zamknięte szczelnie nie tracą aromatu. Dzięki temu również nie musimy się martwić o wagę, żeby otrzymać odpowiednią gramaturę.
Pu-erh jest herbatą ciemną, w Chinach określaną jako czarna (ze względu na najciemniejszy napar), w Europie jako czerwona. Po zbiorze i zwiędnięciu, liście częściowo się suszy, a następnie roluje, aby nadać im odpowiedni kształt. Później „odpoczywają” na słońcu, a następnie pod przykryciem – w wysokiej temperaturze i wilgotności następuje fermentacja nieenzymatyczna. Wszystkie te procesy sprawiają, że liście nabierają charakterystycznego ziemistego i drzewiastego posmaku.
Pozostałe trzy herbaty to oolongi. Pierwotnie przygotowywane na Tajwanie, z czasem zagościły również w Chinach kontynentalnych, gdzie określane są jako herbata turkusowa. W Europie, nie wiedzieć czemu, jest mało popularna i często występuje jako herbata zielona lub czarna, w zależności od sposobu obróbki. Oolongi są naprawdę wspaniałymi herbatami, mają mnóstwo smaku i aromatu, a to tego większość z nich jest naprawdę wdzięczna podczas parzenia. Niektóre zawsze smakują tak samo dobrze, niezależnie od tego, jaką będziemy mieli temperaturę i czas parzenia. Moim zdaniem jest to najlepsza herbata na początek: delikatna, przyjemna, słodka, o pełnym smaku i aromacie, a do tego niesamowicie wydajna. Można ją parzyć wielokrotnie, w zależności od wybranej metody czasem możliwe jest uzyskanie więcej niż 10 naparów.

Moim zdaniem jest to najlepsza herbata na początek: delikatna, przyjemna, słodka, o pełnym smaku i aromacie, a do tego niesamowicie wydajna.
Liście po zebraniu pozostawia się do zwiędnięcia, a następnie bardzo często umieszcza w bambusowych koszach, gdzie są podrzucane i wytrząsane. Ma to na celu otarcie nieco liści, które dalej zwija się i pozostawia do oksydacji. W odpowiednim momencie (dla każdego rodzaju oolonga jest to inna wartość) przerywa się oksydację, a liście suszone są gorącym powietrzem i mają ładny, zielony kolor, a w smaku są zwykle kwiatowo-mleczne. Wtedy otrzymujemy tak zwanego jasnego oologna.
Jeżeli będziemy suszyć go nad ogniem, to liście będą brązowe i w smaku czuć będzie więcej nut orzechowych – będzie to ciemny oolong. Red Seal Tea Da Hong Pao to właśnie ciemny oolong, jest to jedna z moich ulubionych herbat. W smaku pojawiają się orzechy, maślane ciasteczka i kwiaty. Tie Guan Yin jest jednym z bardziej znanych jasnych oolongow. W smaku delikatnie mleczna, kwiatowa, miodowa. Obie te herbaty są od setek lat znane w Chinach (wokół nich narosło wiele legend) i można spotkać je w różnych odmianach jakościowych. Te najlepsze są tak drogie, że niemalże niedostępne dla większości ludzi, bo mało kto ma ochotę płacić kilka tysięcy za mniej niż 100g herbaty, jeśli nie jest jej pasjonatem.
Milk oolong, jak nazwa wskazuje, również jest oolongiem. Przygotowany na bazie herbaty, która sama z siebie ma wyrazisty mleczny posmak, który podkręca się jeszcze aromatyzując liście. Polecam do wszelkiego rodzaju maślanych ciasteczek.
Polecam do wszelkiego rodzaju maślanych ciasteczek.
Na każdym opakowaniu Red Seal Tea opisana jest sugerowana metoda parzenia – przygotowywanie w tradycyjnym stylu chińskim. To znaczy, że dajemy bardzo dużo liści na małą ilość wody i parzymy herbatę przez około 10 sekund. Dzięki temu możemy wyciągnąć czasem nawet więcej niż 10 parzeń, i herbata bardzo długo nie traci na intensywności. Oczywiście po każdym zaparzeniu liście należy odcedzić od naparu.
Jest to mój ulubiony sposób parzenia i zawsze go polecam. Jednak jeśli ktoś mimo wszystko woli parzyć małą ilość liści w dużym dzbanku to polecam zmienić jedynie ilość wody i czas parzenia. 5g jest to porcja odpowiednia na zaparzenie 500ml naparu, należy wtedy jednak wydłużyć parzenie do 2-3minut. Oczywiście, wtedy nie otrzymamy tak wielu naparów, jak w przypadku pierwszej metody. Zwykle liście w tej ilości wody można parzyć dwu-trzykrotnie. Zmienia to również nieco smak naparu. Myślę, że najmocniej będzie to dotyczyło pu-erha. Ja osobiście niezbyt przepadam za tym ziemistym smakiem, dlatego jeśli już mam ochotę napić się tej herbaty stosuję pierwszą metodę parzenia. Wtedy napar jest delikatniejszy i dla mnie dużo bardziej pijalny. Oczywiście są ludzie, którzy uwielbiają właśnie te aromaty i będą chcieli wyciągnąć ich jak najwięcej, wtedy metoda druga będzie idealna.
Zawsze podkreślam, że herbaty należy sprawdzać na różne sposoby i znaleźć ten najlepszy dla siebie. Każdemu smakuje co innego, a w herbatach kryje się tyle aromatów, że czasem przypadek zdecyduje o tym, że odkryjemy smak, którego nikt się nie spodziewał. Sprawdźcie, czy Wam się to uda!





























